HFM

artykulylista3

 

Rogue Audio Sphinx V2

32 37 Hifi 06 2017004

W trakcie jednej z konferencji biznesowych w Sejmie miałem okazję poznać historie kilku ludzi z czołówki krajowej listy Forbesa. I chociaż każdy reprezentował inną branżę, łączyło ich jedno – pasja i miłość do tego, co robią. Wytłumaczenie jest proste: jeśli nie prowadzisz firmy z zaangażowaniem, to zawsze przegrasz w konkurencji z kimś, kto robi to samo, tyle że jest to sensem jego zawodowego życia.


Biorąc pod uwagę powyższe, Rogue Audio, za sprawą Marka O’Briana, od początku było skazane na sukces. Mark już od dzieciństwa interesował się elektroniką, która stała się jego hobby. Chociaż po ukończeniu Cal Poly (California Polytechnic State University) z dyplomem fizyka zajął się projektowaniem systemów laserowych, to w domowym zaciszu „bawił się” konstruowaniem głośników, a później wzmacniaczy. Doświadczenie szlifował w laboratoriach Bella. Po pewnym czasie w głowie młodego inżyniera zaświtał pomysł założenia własnej firmy i połączenia zainteresowań z zarabianiem pieniędzy. Jednak zamiast iść na całość i ryzykować pożarcie przez branżę, wrócił do szkoły i ukończył MBA. Teraz już nic nie mogło powstrzymać założenia Rogue Audio.

Parasound P7/A21

4047052017 001San Francisco zafascynowało mnie ulicami dzielnicy Russian Hill, gdzie reżyser filmu „Bullitt”, Peter Yates, umieścił fascynujący pościg Forda Mustanga GT za Dodge’em Chargerem R/T. Wygrał Mustang tytułowego bohatera, prowadzony przez Steve’a McQueena. Nie mogło być inaczej.


Również w San Francisco umieścił siedzibę firmy Parasound jej założyciel, Richard Schram. Dzięki temu przez cały rok cieszy się przyjaznym klimatem i sąsiedztwem Silicon Valley (Dolina Krzemowa), gdzie w ciągu pierwszej połowy lat 80. liczba firm wzrosła trzydziestokrotnie. Schram skorzystał z wiedzy inżynierów, których kształci słynny Uniwersytet Stanforda.



McIntosh MC301

6065042017 001
Stawiam dolary przeciwko orzechom, że McIntosh nie pozostawia obojętnym żadnego z nas. Można kochać, można nie lubić, jak to w życiu. Jako posiadacz systemu amerykańskiej firmy mogę się godzinami wpatrywać w rozkołysane wskaźniki i oddawać przyjemności słuchania muzyki. I wcale nie dlatego, że małpuję swojego szefa.

Jakiś czas temu w moim systemie przyszła pora na wymianę wzmacniacza. Końcówka MC252 znalazła nowego właściciela, a jej miejsce zajęła parka monobloków. Trzeba przyznać, że jak na dzieło McIntosha, MC301 wyglądają nader skromnie. Obudowy są kompaktowe i do bólu uproszczone. Nie ma widocznych rączek, radiatorów ani puszek z transformatorami. Monoblok wraz z nóżkami ma wysokość 15 cm, więc trudno mówić o imponującej posturze.



Cary Audio SI-300.2d

5459042017 001

Mówisz: „Cary”, myślisz: „lampy”. Ale w ofercie amerykańskiej firmy znajdziemy także tranzystory, których brzmienie ma się wpisywać w firmową estetykę.

Cary Audio powstało w 1989 roku w Raleigh, w stanie Karolina Północna. Jest znane głównie z produktów lampowych. Szybki rzut oka na katalog to potwierdza, ponieważ nie brak w nim końcówek mocy czy przedwzmacniaczy wyposażonych w te fotogeniczne bańki. Znajdzie się w nim jednak również kilka produktów tranzystorowych i urządzeń sieciowych oraz przetwornik c/a. Niedawno dołączył do nich zintegrowany wzmacniacz SI-300.2d.



Rogue Audio Cronus Magnum II

3037042017 001
Odwiedzając wystawę High End w Monachium i przeglądając strony internetowe uznanych producentów sprzętu grającego, trudno się oprzeć wrażeniu, że sporą część z nich ponosi fantazja, albo – jak to dosadnie określa młodzież – tracą kontakt z bazą.

Kolumny za 80000-100000 euro czy wzmacniacze w podobnej cenie przestały szokować. Nadal robią wrażenie, ale nierzadko bardziej wyglądem niż ceną. Nawet producenci okablowania korzystają z atmosfery przyzwolenia na luksusową inflację i bez mrugnięcia okiem serwują nam propozycje w stylu 30000 dolarów za komplet przewodów kolumnowych.



Trilogy 925

606722017 001
Zintegrowany wzmacniacz Trilogy dał się poznać z jak najlepszej strony na wystawie High End 2015 w Monachium. Z kolumnami Boenicke W8 współtworzył jedną z najbardziej udanych prezentacji tej imprezy i to pomimo relatywnie przystępnej ceny.


Specyfika monachijskiego wydarzenia zakłada raczej pokazy urządzeń drogich i bardzo drogich, zaznaczających swą przynależność do high-endu już na etapie cennika. Na ich tle tandem Trilogy-Boenicke wypadał niemal budżetowo, natomiast jego brzmienie na przynależność do high-endu zasługiwało ponad wszelką wątpliwość.