HFM

artykulylista3

 

Suicide Silence - Suicide Silence

cd052017 001

Nuclear Blast 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Suicide Silence nie budzili dotąd skojarzeń z muzyką wysokich lotów. Gdy pojawiła się informacja, że na najnowszej płycie mają zamiar się pożegnać ze światem prymitywnego deathcore’u, zatliła się nadzieja. Niestety, szybko zgasła, zduszona okropnym wykonaniem oraz brakiem kreatywności. Choć fani zespołu zapewne nie podzielą tej opinii, to pomysł, by zabrać muzykę w bardziej nastrojowe rejony, wydawał się obiecujący. Niejedna formacja tego nurtu urozmaiciła tym sposobem swoją twórczość. Tym razem jednak efekt przypomina nieudaną kalkę Deftones z kilkoma core’owymi elementami. Od samego początku w uszy rzucają się niewprawne wokale Eddiego Hermidy. Przypominają melorecytacje na skraju growlingu, przeplatane kłującym falsetem. A to dopiero początek złych wieści. Grę na gitarze można określić mianem prostackiej, nastrój jest budowany nieudolnie, zaś perkusja odrywa się od całości. Czarę goryczy przelewa kompozycyjna bieda i mocno skompresowana, nieczytelna realizacja. To nie śmierć Mitcha Luckera ani zmiana stylu pogrzebała Suicide Silence. Ta transformacja mogła się udać, ale zabrakło umiejętności.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Pain of Salvation - In The Passing Light of Day

cd052017 005

InsideOut Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Członkowie Pain of Salvation, pomimo problemów zdrowotnych Daniela Gildenlöwa oraz sześcioletniej przerwy pomiędzy albumami, nie wyszli z wprawy. Wracają z nową porcją świetnego rocka progresywnego. Choć nie ma tu energii i przepychu obu części „Road Salt”, a klimaty są raczej ponure i przygnębiające, „In The Passing Light of Day” to album pełen pomysłów, ciekawych brzmień i rozbudowanych kompozycji. Minimalistyczne motywy niejednego chwycą ze serce, choć trzeba też powiedzieć, że zdarza im się dreptać w miejscu. Znajdziemy tu sporo treści, a część melodii łatwo zapada w pamięć. Niektóre kompozycje wydają się jednak nazbyt rozciągnięte. Trochę intensywniejsze są początkowe „On A Tuesday” oraz „Tongue of God”, więc dla wielbicieli żwawszej strony zespołu także coś się znajdzie. Dla tych, którzy lubią się zatopić w muzyce i dać porwać klimatowi, będzie to trafiona propozycja. Choć z początku może zniechęcać drobna ślamazarność albumu, to warto przymknąć na nią oko, by docenić kunszt oraz kreatywność twórców.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Soen - Lykaia

cd052017 010

UDR 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Soen to spełnienie marzeń fanów metalu progresywnego. Połączenie Toola, Opeth i Riverside może się wydawać zbyt piękne, by było prawdziwe, ale właśnie ten opis najlepiej pasuje do muzyki zespołu. Na trzecim albumie Soen prezentuje kolejną odsłonę swojej niesamowitej wizji, która zachwyca równie mocno, jak za pierwszym razem. „Lykaia” ma wszystko, czego można oczekiwać od ambitnego metalu. Znajdziemy tu złożone kompozycje, które nawet przez chwilę nie stoją w miejscu. Zagrywki gitarowe potrafią przygnieść ciężarem albo porwać, ale zawsze budują niesamowity klimat. Kolejny ciekawy element to nostalgia, wprowadzana dzięki wokalowi Joela Ekelöfa. Wtórując sekcji melodycznej, perkusja, za którą siedzi sam Martin Lopez – wieloletni członek zespołu Opeth, świetnie się dostosowuje zarówno do ostrzejszych, typowo metalowych, jak i spokojniejszych fragmentów. Do sukcesu albumu przyczynia się także gitara basowa, która, bynajmniej, nie chowa się w cieniu. Właśnie dzięki takim nagraniom Soen ma szansę stać się nowym klasykiem progresywnej sceny

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Father John Misty - Pure Comedy

cd052017 002

Bella Union 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

To wszystko już było. Wystarczy posłuchać Eltona Johna, zwłaszcza początku „Candle in the Wind”, czy wolniejszego utworu Dona McLeana, żeby doświadczyć podobnych wrażeń. Ale Josh Tillman – były członek kilku amerykańskich folk-rockowych grup (m.in. Fleet Foxes), od paru lat działający pod pseudonimem Father John Misty – jest naprawdę dobry w tym, co robi. Jego najnowsza płyta niewiele ustępuje poprzedniej, znakomitej „I Love You, Honeybear”, z bogatszą oprawą instrumentalną i bardziej różnorodnymi brzmieniami. Na „Pure Comedy” jest spokojniej, choć Father John znów ma ciekawe pomysły na melodie i potrafi je odpowiednio przedstawić. Wielbiciele balladowego rocka alternatywnego powinni być zadowoleni, szczególnie że teksty traktują o ważnych sprawach: przyjaźni, miłości, przemijaniu, kwestiach społecznych. Tematy nie nowe, ale zgrabnie, niekiedy nawet przewrotnie, przedstawione. O tym, że artysta potrafi zaskoczyć, świadczy teledysk do nagrania „Total Entertainment Forever”. Macaulay Culkin (słynny filmowy Kevin) gra w nim Curta Cobaina, który zostaje ukrzyżowany. W akcję włączona jest komputerowa lalka podobna do Billa Clintona, grająca na saksofonie.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ed Sheeran - Divide

cd052017 006

Asylum Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Ed Sheeran jest dziś gwiazdą, choć wcale się na to nie zanosiło. Zaczynał od repertuaru balladowego, granego głównie na gitarze akustycznej. Często koncertował bez sidemanów, przygrywając sobie jedynie na tym instrumencie. Swoją najnowszą płytę, „Divide”, Sheeran rozpoczyna jednak dynamicznym kawałkiem „Eraser”, który już jest hitem po obu stronach Atlantyku. Również drugie nagranie – „Castle on the Hill” – mimo nostalgicznego tekstu pozostaje dalekie od folkowych ballad, do których artysta przyzwyczaił słuchaczy. Utwór ma bogatą oprawę instrumentalną, podobnie zresztą jak większość premierowych kompozycji. „Dive” zahacza o skoczny blues, natomiast „Shape of You” to rock z afro-latynoskim rytmem i odpowiednimi chórkami. Kompozycja „Galway Girl” mogłaby natomiast pochodzić z repertuaru jakiejś dawnej gwiazdy muzyki country. Sheeran postawił na różnorodność i trafił. Warto dodać, że niezależnie od pracy w studiu, koncertuje i gości w najpopularniejszych programach telewizyjnych. Pogratulować!

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Cigarettes After Sex - Cigarettes After Sex

cd052017 011

Partisan Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Trudno ostatnio o muzyczną niespodziankę, ale w końcu się trafiła. Jest nią, pochodzący z teksańskiego miasta El Paso, zespół Cigarettes After Sex, a dokładnie lider tej kapeli i wokalista – Greg Gonzalez. Gonzaleza wyróżnia głos. Kiedy po raz pierwszy słuchałem debiutanckiej płyty zespołu, byłem przekonany, że śpiewa kobieta. Dopiero kiedy zapoznałem się z informacjami na temat grupy, dowiedziałem się, jak jest naprawdę. Gonzales nie tylko dysponuje żeńskim głosem, ale też potrafi interpretować swoje piosenki w iście kobiecy sposób. Już choćby z tego względu warto płyty posłuchać. Niektóre nagrania mogą się początkowo wydać odrobinę monotonne, ale z każdym przesłuchaniem zyskują. Mają nieco dekadencki nastrój, współgrający z lekką, melodyjną warstwą muzyczną. Łatwo się do nich przekonać i docenić wartość prezentowanego przez grupę repertuaru. Głos Gonzaleza wydaje się jeszcze bardziej nienaturalny, kiedy oglądamy wokalistę na scenie. Nosi bowiem brodę i wąsy, co w zestawieniu z niecodzienną barwą wokalu robi piorunujące wrażenie. Nie wiem, czy zespół zawita do Polski, ale fragmenty jego koncertów można obejrzeć w internecie. Dzięki portalom muzycznym formacja zdobyła rozgłos na długo przed ukazaniem się debiutanckiego albumu.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 05/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF