HFM

artykulylista3

 

Loic Nottet - Selfocracy

cd07082017 001

Sony Music 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Niedawno oglądałem francuski film „Nieodwracalne” w reżyserii Gaspara Noégo. Jego akcja rozgrywa się od końca. Ekranowy pomysł skojarzył mi się z okładką debiutanckiego albumu belgijskiego piosenkarza Loica Notteta. Tytuły i teksty utworów napisane są tam tak, że można je odczytać tylko w lustrze. To pomysł, który zwraca uwagę, choć poręczny na pewno nie jest. Album rozpoczyna przesadnie poważna melorecytacja z towarzyszeniem chóru. Mimo że wykonawca, który w 2015 roku zdobył dla Belgii czwarte miejsce w 60. Konkursie Eurowizji, ma 21 lat, jego głos brzmi, jakby należał do nastolatka. Piosenki, głównie jego autorstwa, zaaranżowano na akompaniament elektroniczny. Wszystkie mają angielskie teksty. Na singlu promującym płytę znalazła się kompozycja „Million Eyes”. Rozpoczyna ją typowy akompaniament „z puszki”, po czym odzywa się łagodny, spokojny wokal bohatera albumu. Po chwili nabiera wigoru i w refrenie zbliża się do rejonów melodyjnego krzyku. „Wrzeszczę i krzyczę” – śpiewa kilka razy Nottet. Osobiście na singiel wybrałbym raczej kompozycję „Poison”, ale to kwestia gustu. „Selfocracy” to sprawnie zrealizowana płyta, która jednak nie porywa.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

John Mayer - The Search For Everything

cd07082017 016

Columbia Records 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

„The Search For Everything” to porządny zestaw nagrań w wykonaniu wyjątkowo sprawnego gitarzysty. W roli wokalisty 40-letni John Mayer także wypada dobrze. W otwierającym „Still Feel Like Your Man” śpiewa nawet w stylu soulowych artystów z kręgu legendarnej wytwórni Motown. Ubarwia również piosenkę kojarzonymi z tamtą wytwórnią gitarowymi przygrywkami. Utwory są zróżnicowane. Raz jest to rockowa ballada („Never on the Day You Leave”), innym razem pojawia się nuta folkowa („In the Blood”). Nie brakuje rytmów zbliżonych do country („Love On The Weekend”). Trudno też przeoczyć udaną kompozycję „Changes”. Wszystko dobrze, poza jedną uwagą. Na swoich wcześniejszych płytach, zwłaszcza koncertowych, Mayer popisywał się gitarowym talentem. Tutaj improwizacje są pozbawione ekwilibrystyki, lubianej przez większość miłośników brzmienia sześciu strun. Żadna z solówek nie wprawia w osłupienie, że coś takiego w ogóle jest możliwe. Mayer gra tutaj oszczędnie i stroni od popisów. Repertuar jest lekki i stonowany, więc i poszaleć trudno. W skrócie: spokojna, kulturalna i przystępna muzyka w fachowym wydaniu.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Gorillaz - Humanz

cd07082017 007

Parlophone 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Gorillaz to zespół, który nie koncertuje. Nagrywa tylko płyty, tworząc wokół nich wirtualną oprawę. Trzon nieistniejącej scenicznie grupy tworzą Damon Albarn i Jamie Hewlett. Pierwszy, znany z występów w brit-popowej kapeli Blur, odpowiada za muzykę. Drugi, z zawodu grafik, rysuje komiksowe postaci, będące wyobrażonymi członkami zespołu. W tak skromnym składzie trudno byłoby nagrać bogato aranżowane piosenki. Dlatego do sesji doprasza się mnóstwo znanych artystów, reprezentujących różne style – od rocka, poprzez rhythm and blues, hip-hop, soul, reggae, rap, aż po pop. Na płycie „Humanz” – piątej w dyskografii Gorillaz – pojawili się Vince Staples, Popcaan, D.R.A.M., Grace Jones, Anthony Hamilton, De La Soul, Kelela, Mavis Staples i Benjamin Clementine. Tym razem przeważają więc raperzy i hip-hopowcy. Taki też klimat dominuje na płycie. Nawet Clementine, znany przede wszystkim z nastrojowego repertuaru, wykonywanego z towarzyszeniem akustycznego pianina, śpiewa w utworze „Hallelujah Money” na podkładzie, w którym rytm wybija elektroniczna perkusja. I choć towarzyszą mu gospelowe chórki, to wszystko dzieje się w house’owym klimacie. Fani Blur, którzy cenią Albarna, zapewne sięgną po nową propozycję wymyślonej przez niego grupy. Album zainteresuje jednak głównie fanów rapu.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Feist - Pleasure

cd07082017 011

Polydor 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

„Pleasure” to intrygująca płyta, choć na pewno nie dla melomanów lubiących melodyjne piosenki. Mimo że śpiewa kobieta, jest tu sporo niepokojących rytmów i zadziornych brzmień. Zdarza się też, że głos zostaje elektronicznie przetworzony, jak w nagraniu „I Wish I Didn’t Miss You”. W aranżacjach nie brakuje elektroniki. Niekiedy trochę jazgotliwej, jak choćby w finale „Lost Dreams”. Ale czasami pojawiają się także naturalne podkłady, jak w udanym utworze „Get Not High, Get Not Low”, utrzymanym w lekko folkowym stylu, z akustyczną gitarą w roli instrumentu wiodącego. Wykonawczyni jest Kanadyjką i nazywa się Leslie Feist. „Pleasure” to jej piąta płyta. Większość piosenek skomponowała sama. W kilku pomogli jej współpracownicy. Artystka prawie w każdym utworze brzmi inaczej. Raz niemal wykrzykuje wersy piosenki, to znów uderza w ton liryczny, wręcz niewinny. Repertuar jest różnorodny. Znajdzie się i ballada („Baby Be Simple”), i klimaty rockowe („Century”). Pod koniec tego utworu męski głos informuje, ile dni, godzin i sekund liczy wiek. Jeśli ktoś tego nie wie, to w ten nietypowy sposób ma szansę się dowiedzieć.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Perfume Genius - No Shape

cd07082017 014

Matador 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Mike Hadreas to przedstawiciel alternatywnego synth-popu. Kolejną, czwartą w solowym dorobku płytę znowu firmuje pseudonimem Perfume Genius. Artysta przygotował zestaw przykuwających uwagę nagrań. Dominują ton sentymentalny i nastrojowy oraz rozbudowane aranżacje, choć na ogół dźwięki instrumentów są generowane elektronicznie. Bywa, że bas schodzi bardzo nisko, więc można ten materiał wykorzystać do sprawdzania możliwości kolumn, a nawet subwooferów. Trzeba jednak powiedzieć, że prawdziwe instrumenty ociepliłyby atmosferę. Przydałaby się także lepsza realizacja. W dziedzinie czysto muzycznej Perfume Genius potrafił stworzyć coś, co go wyróżnia na tle dokonań innych współczesnych wykonawców. Operujący w wysokich rejestrach głos idealnie pasuje do bogatego, syntetycznego akompaniamentu. Poprzez nałożenie kilku partii wokalnych uzyskano interesujące harmonie. Również treść piosenek okazuje się niebanalna. Hadreas otwarcie opowiada o swoich doświadczeniach, np. prześladowaniu ze strony szkolnych rówieśników, sprowokowanych jego preferencjami homoseksualnymi. A że opowiada wyjątkowo ciekawie, płyta zasługuje na bardzo dobrą notę.

 

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Mors Principium Est - Embers Of A Dying World

cd062017022

AFM 2017

Muzyka: k4
Realizacja: k4
 

Choć melodyjny death metal kojarzy się głównie z bardziej nastrojowymi dziełami Insomnium, to warto zajrzeć także na jego drugi, bardziej energiczny biegun. Tam króluje Mors Principium Est. Szybko, gęsto i z rozmachem – taka dewiza przyświeca zespołowi. Gitarowe riffy przemycają do muzyki zatrzęsienie zapadających w pamięć motywów, a dzięki ich intensywności nie ma wątpliwości, że ten gatunek dalej ma coś wspólnego z „prawdziwym” death metalem. „Embers of a Dying World” utrzymuje wszelkie standardy, dzięki którym zespół zdobył fanów. Aby uniknąć oskarżeń o powtórki, muzycy przemycili kilka urozmaiceń. Usłyszymy wpływy doom metalu, żeński śpiew czy dużo gęściej niż dotychczas rozsiane partie chóru i orkiestry. Trudno znaleźć choćby jeden utwór, w którym nie pojawiłby się akcent symfoniczny. Dzięki temu brzmienie stało się bogatsze, a ciągła akcja, z której muzycy byli znani, zagęściła się jeszcze bardziej. „Embers of a Dying World” to świetne rozwinięcie wszelkich dotychczasowych pomysłów zespołu. I choć album momentami lekko zwalnia, to dzięki temu wprowadza więcej różnorodności, której wcześniej mogło nieco brakować.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2017

Pobierz ten artykuł jako PDF